Informacja Gazety Polskiej o nagrodzie MINISTRA KULTURY i DZIEDZICTWA NARODOWEGO
i list Ministra Kazimierza M. Ujazdowskiego:
Prestizowa nagroda dla Elzbiety Isakiewicz
Elzbieta Isakiewicz otrzymala nagrode ministra kultury
i dziedzictwa narodowego za ksiazke "Ustna harmonijka. Relacje Zydow
ktorych uratowali od Zaglady Polacy".
"Ustna harmonijka" zawiera 19 relacji polskich Zydow, ktorzy
przezyli Holocaust dzieki Polakom, a po wojnie znalezli sie w Izraelu.
Relacje zostaly zebrane przez autorke podczas jej miesiecznego pobytu
w tym kraju, w maju 2000 roku. Powstala z nich ksiazka, ktora
recenzent "Goscia Niedzielnego" (numer z 11 lutego 2001 r.)
okreslil jako wstrzasajaca, nie ukrywajaca trudnych momentow w
relacjach polsko-zydowskich w latach okupacji.
Dla Natana Grossa, ktory przeczytal "Ustna harmonijke" w Izraelu
i szeroko omowil ja na lamach jedynego ukazujacego sie tam tygodnika
polskojezycznego "Nowiny Kurier" (26 stycznia 2001 r.), byla
to lektura "bolesna, bez komentarzy i publicystyki. Bolesna - ale jednak optymistyczna".
Ow brak odautorskiego komentarza "chwalebna powsciagliwosc" autorki,
ktora - jak napisal w "Rzeczpospolitej" (numer z 7 marca 2001 r.)
Andrzej Kaczynski - (...) "nie domalowywala tla, nie spierala sie
o krzywdzace czasem uogolnienia, nie relatywizowala (...) wspomnien,
by powstal "poprawniejszy" obraz polskiego spoleczenstwa", podnosili
wszyscy recenzenci podkreslajac, iz jest to jeden z ogromnych
walorow ksiazki.
"Ustna harmonijka" juz zostala przetlumaczona na jezyk angielski
(na rynku w tej wersji pojawi sie w maju 2001 roku). Minister
Kazimierz M. Ujazdowski zapowiedzial wystapienie do ministra
edukacji narodowej Edmunda Wittbrodta o wpisanie ksiazki na liste
lektur szkolnych.
Nagrody ministra kultury i dziedzictwa narodowego przyznawane sa
corocznie. Za dokonania w roku 2000 min. Ujazdowski przyznal je
16 osobom, oprocz Elzbiety Isakiewicz w gronie laureatow
znalezli sie m.in. aktorzy Wieslaw Michnikowski i Bronislaw Pawlik,
wybitny skrzypek Konstanty Andrzej Kulka, rezyser Stanislaw Rozewicz
i znana artystka ludowa z Podhala Ewelina Peksowa. Nagrody zostana
wreczone w czerwcu na Zamku Krolewskim w Warszawie. (ez)
***
Cieszymy sie z tej nowiny, bo ta znakomita ksiazka, tak bezstronna,
ze jej fragmenty mogly sie ukazac i u nas, w "Gazecie Polskiej",
i w Magazynie "Gazety Wyborczej", bardzo zarliwie przyjeta zarowno
w Polsce, jak i w Izraelu, zasluzyla sobie na to wyroznienie.
Zasluzyla sobie na nie bezbledna literacka forma, owym stylem
oszczednym, pozbawionym sztucznego patosu a uwydatniajacym tym
bardziej dramatyzm i tragizm straszliwych wojennych losow, a
takze tym, ze przyjeta w niej metoda poszukiwania prawdy i tylko
prawdy moze stanowic budujacy wzor traktowania relacji pomiedzy
Polakami a Zydami w sposob tworczy, wolny od falszywych uogolnien,
sprzyjajacy wzajemnemu zrozumieniu.
Te ksiazke nalezy szczegolnie polecic mlodym Polakom.
PIOTR WIERZBICKI
List ministra Ujazdowskiego do laureatki
Pani
Elzbieta Isakiewicz
Szanowna Pani!
Mam przyjemnosc zawiadomic Pania, ze podjalem decyzje o
przyznaniu Pani Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i
Dziedzictwa Narodowego za 2000 rok za napisanie ksiazki
Ustna harmonijka. Relacje Zydow ktorych uratowali od
Zaglady Polacy.
Jestem gleboko przekonany, ze jest to ksiazka wybitna i
zarazem bardzo wazna. Stosunki polsko-zydowskie z czasow II
wojny swiatowej, to temat trudny i bolesny. Dramat narodu
zydowskiego skazanego przez zbrodnicza ideologie nazistowska
na calkowita zaglade oraz cierpienia narodu polskiego
zepchnietego do roli "podludzi" splotly sie w czasie ostatniej
wojny w jeden tragiczny wezel ludzkich losow. Dobro miesza sie
tu ze zlem, bohaterstwo z tchorzostwem, nienawisc z gotowoscia
do poswiecen. Niestety, glebokim smutkiem napawa fakt, iz pamiec
o tamtych wydarzeniach staje sie czesto zakladnikiem naszych
wspolczesnych sporow. Pani - co pragne podkreslic z calym
naciskiem - wybrala inna droge. Swoja ksiazka udowodnila Pani,
ze wszelkie proby dotarcia do sensu przeszlosci powinny byc
budowane w oparciu o umiejetnosc wsluchania sie w glosy swiadkow.
To dlatego relacje zebrane w Ustnej harmonijce sa tak wstrzasajace.
Prezentowane bez rozbudowanych komentarzy, bez publicystycznych
uogolnien pozornie tylko ulatwiajacych odbior lub lagodzacych
wymowe faktow, nie traca na wyrazistosci. Wrecz przeciwnie -
zyskuja rys wyjatkowego, przejmujacego autentyzmu. Dopiero
wtedy jednak, na tle tego wstrzasajacego obrazu "czasow pogardy",
mozna dostrzec takze wage poswiecenia tych Polakow, ktorzy ratowali
Zydow przed Zaglada. Ich poswiecenie staje sie w pelni zrozumiale,
gdy widzimy, jak zbrodnicza byla wowczas podlosc, jak okrutne
konsekwencje mogla spowodowac nienawisc lub zwykly brak serca.
Bohaterstwo Sprawiedliwych wsrod Narodow Swiata pozostanie na
zawsze znakiem nadziei, ze nawet w najciemniejszych chwilach
historii mozliwe jest ocalenie istoty czlowieczenstwa. Pragne
wyrazic wdziecznosc za trud, jaki wlozyla Pani w przygotowanie
tej ksiazki i mam jednoczesnie nadzieje, iz uda sie Pani
urzeczywistnic zamysl kontynuowania prac nad kolejnymi tomami
relacji.
Serdecznie Pania zapraszam na uroczystosc wreczenia Nagrod,
ktora odbedzie sie w dniu 16 czerwca 2001 roku o godzinie
11.00 na Zamku Krolewskim w Warszawie.
Prosze przyjac moje serdeczne gratulacje i wyrazy szczerego
uznania.
Z wyrazami szacunku
Kazimierz M. Ujazdowski
Felieton Piotra Wierzbickiego:
Czysty ton harmonijki
Ukazala sie ksiazka, na ktora chcialbym zwrocic uwage wszystkich mych Czytelnikow.
Ma tytul "Ustna harmonijka". Autorka jest Elzbieta Isakiewicz.
A zaczelo sie wszystko tak:
Niecaly rok temu Elzbieta Isakiewicz pojechala do Izraela wraz z dziennikarska
ekipa towarzyszaca polskiemu premierowi. Program wizyty obejmowal miedzy innymi
spotkanie w jednym z kibucow. Zjechali sie tam ludzie z roznych stron Izraela.
Laczylo ich cos szczegolnego: pochodzili z Polski i unikneli smierci dzieki
pomocy Polakow. Elzbieta Isakiewicz ujrzala ich twarze, posluchala ich glosow i
wpadla na pomysl, zeby pojechac do Izraela jeszcze raz. Wykonala swoj plan,
pojechala do Izraela raz jeszcze, rozpoczela - od przypadku do przypadku,
od telefonu do telefonu - poszukiwania ludzi, ktorych los splatal z losami
Polakow, i tak zaczela sie z tego rodzic ksiazka: "Ustna harmonijka" wlasnie.
Zawiera dziewietnascie opowiesci. Historia zaczyna sie zwykle prologiem
wprowadzajacym w atmosfere lat przedwojennych, potem nastepuje czesc glowna,
poswiecona czasom Zaglady, a rzecz kazda zamyka epilog opowiadajacy o losach
powojennych bohatera, epilog bardzo wazny, bo wprawdzie wszyscy ci ludzie
wyemigrowali w koncu do Izraela, ale uczynili to z reguly nie z wyboru,
lecz z musu, sklonieni do wyjazdu skomplikowana sytuacja rodzinna, klopotami
materialnymi, nieprzychylna atmosfera badz lekiem przed ponownym popadnieciem w tarapaty.
Sa to relacje: absolutnie czyste relacje, zadnych komentarzy, zadnej polityki,
zadnych uogolnien, podsumowan, nawet pytan. Glos maja wylacznie oni: starzy dzis
lub nawet bardzo starzy ludzie, dla ktorych powrot do tamtych strasznych
wspomnien byl zazwyczaj nowym makabrycznym przezyciem, a decyzja, zeby -
nierzadko po raz pierwszy - p r z e m o w i c, jedna z wazniejszych decyzji
calego zycia. Opowiadaja o czasach, w ktorych byli dziecmi, co najwyzej
nastolatkami. Niektorzy sa przedwojennymi polskimi inteligentami i mowia
pieknym przedwojennym polskim jezykiem, wszyscy demonstruja ow szczegolny,
wlasciwy dzieciom a przechowany w pamieci dar obserwacji, zas bezbledny
literacki sluch Autorki (ten sam, co tak zawsze fascynuje w relacjach
Hanny Krall) sprawia, ze pod jej piorem te niby wydestylowane, suche
relacje z okropnych wydarzen przemieniaja sie co rusz w prawdziwa,
nieklamana poezje.
Jaki obraz Polski wylania sie z tych historii? Na jaki one skladaja sie portret Polakow?
Nie jest to obraz, ktory mozna strescic jednym zdaniem. Nie jest to
portret namalowany jednym kolorem. Wprawdzie bohaterowie tej ksiazki
ocaleli, bo mieli szczescie spotkac na swej drodze ludzi dobrych,
dzielnych, gotowych zaryzykowac zyciem, by uratowac blizniego w potrzebie,
wprawdzie wymowa tej ksiazki jest taka, ze tu dobro przewazylo nad zlem
a bohaterstwo nad obojetnoscia i tchorzostwem, to przeciez z tychze samych
opowiesci wylania sie rowniez druga, skandaliczna strona tamtej
wojennej rzeczywistosci, w ktorej dzielny Polak ukrywal swych
zydowskich przyjaciol czestokroc nie przed Niemcem,
tylko przed swym rodakiem: dozorca, sasiadem, przechodniem, lobuzem, szmalcownikiem.
Nie jest to wiec ksiazka z teza. Nie jest wiec to zadna "polska odpowiedz" na "zydowskie pretensje".
Nie ma sie wiec ta ksiazka nijak do nie konczacych
sie politycznych harcow na temat stosunkow miedzy Polakami a Zydami. Jej
idea pochodzi z zupelnie innej parafii: dac swiadectwo prawdzie,
prawdzie czastkowej, wyrywkowej, jednostkowej, ale za to nie zmaconej
zadnym politycznym podtekstem. A symbolicznym potwierdzeniem tego,
ze tak wlasnie jest, i ze Autorka nie zyczy sobie jakiegokolwiek
pakowania tego dokumentalnego dziela literackiego w kontekst sezonowych
polemik i awantur, bylo opublikowanie dwoch jego fragmentow w "Gazecie
Polskiej", a trzeciego w Magazynie "Gazety Wyborczej". To jest naprawde
ksiazka ponad podzialami.
Od pewnego czasu mam poczucie, ze polityczna bijatyka wokol stosunkow
miedzy Polakami a Zydami nie ma sensu. Jestem zmeczony, znudzony i
zniesmaczony owym nieodmiennym rytualem, w ktorym najpierw z jednego
miejsca (tego na lewo) dochodzi histeryczne bicie na alarm z powodu
polskich grzechow, po czym w drugim miejscu (tym na prawo) rozlega
sie rownie histeryczny glos w obronie pohanbionej narodowej cnoty.
Stracilem serce do tej publicystycznej bijatyki, bo widze dzis cos,
czego nie dostrzegalem z wystarczajaca jasnoscia w przeszlosci: ze
ona nie prowadzi do niczego, ze jedyny jej skutek to darowanie
dodatkowej amunicji tym ludziom (aktywnym po obu stronach!), ktorzy
z przewlekania i podsycenia kontrowersji uczynili sobie swoista profesje.
Coz wiec czynic? "Ustna harmonijka" proponuje pewne rozwiazanie:
zamiast uogolniac, generalizowac, krzyzowac argumenty lepiej oddac
glos swiadkom historii, zamiast perorowac, madrzyc sie, pouczac lepiej p o s l u c h a c.
Piotr Wierzbicki
Recenzja Natana Grossa:
Kto ratowal zydowskie dzieci
Epoka piecow i cudow
W grudniu 1999 roku przybyl do Izraela z oficjalna wizyta premier rzadu polskiego Jerzy Buzek. W czasie krotkiego,
trzydniowego pobytu w kraju zdazyl miedzy innymi zwiedzic muzeum w Beit Lohamei Hagetaot, gdzie spotkal sie z
grupa polskich Zydow, zawdzieczajacych swe ocalenie w czasie drugiej wojny swiatowej
Polakom, "chasidej umot ha'olam" - "Sprawiedliwym". Towarzyszaca premierowi dziennikarka
polska Elzbieta Isakiewicz, zafascynowana wspomnieniami tych ludzi i zachecona przez
p. Buzka, postanowila przeprowadzic z uczestnikami spotkania wywiady - i w pare miesiecy
potem przybyla jeszcze raz do Izraela, by odszukac tych ocalencow i spisac ich wojenne dzieje.
Nie bylo to jednak takie proste, bo obecni wtedy w kibicu polscy Zydzi zjechali tam z calego
Izraela i odtworzenie ich nazwisk i adresow okazalo sie niemozliwe... Ale kilka numerow telefonow
zanotowanych w notesie otworzylo droge do dalszych adresow, a te znow sie podwoily i potroily,
i tak w ciagu miesiaca od przypadku do przypadku, od telefonu do telefonu, od spotkania do
spotkania narodzila sie ksiazka "Ustna harmonijka", zestawiona z 19. relacji polskich Zydow,
ktorzy cudem ocaleni znalezli w koncu droge do Izraela.
Podtytul ksiazki - "relacja Zydow, ktorych uratowali do Zaglady Polacy" sugeruje pewna tendencje autorki,
a moze wydawcy. Jesli jednak ta tendencja mialby byc akcent na Polakach ratujacych Zydow, to stwierdzam
to bez zadnych zastrzezen, ze relacje sa absolutnie szczere i autentyczne i nie ma mowy o "interwencji"
autorki celem upiekszenia rzeczywistosci. Sa to po prostu zeznania o dramatycznej walce o zycie wsrod
ludzi dobrych i zlych, w nieludzkich czasach i warunkach, w epoce piecow i... cudow. Kazdy z 19.
opisanych i nagranych na tasmie wypadkow - to cud. Ci, ktorzy te czasy sami przezyli, zrozumieja to dobrze.
Kim byli ocaleni i kto ich ratowal
Kim byli ocaleni i kim byli ci, ktorzy ich ocalili? Z dziewietnastu rozmowcow pani Isakiewicz
pieciu bylo - w dzien wybuchu wojny - dziecmi ponizej lat dziesieciu, reszta ponizej pietnastu.
A jesli byly tam trzy panienki zblizajace sie do dwudziestki - to czy nie byly to dzieci u progu
zycia? Dzieci. Skad pochodzily te dzieci? Piecioro z Krakowa i okolicy (Wieliczka), piecioro ze
Lwowa i Galicji Wschodniej (Przemysl, Czortkow, Stanislawow...), troje z Wilna i Wolynia, troje
z Warszawy, dwoje z Radomia... Choc jest to przypadkowe zestawienie, daje ono jakis przekroj
ludnosci polskiej - i mniejszosci narodowych. Dwanascie dziewczat i siedmiu chlopcow. Wiekszosc
ze srednio zamoznych rodzin, na ogol wielodzietnych i rozgalezionych, z ktorych pozostaly tylko
szczatki reprezentowane przez bohaterow - bohaterskich bohaterow - ksiazki.
Kto je ratowal? Kim byli ludzie, gotowi ryzykowac swe zycie trzymajac u siebie zydowskie dziecko?
Chcialoby sie odpowiedziec stereotypowo: byli to przedwojenni znajomi rodzicow, Polacy, ktorzy
utrzymywali stosunki towarzyskie z zydowskimi sasiadami, albo pracowali w ich przedsiebiorstwach,
albo laczyly ich wiezy rodzinne ("mieszane malzenstwa") - slowem "dobrzy znajomi". Ale czy w
takim sformulowaniu kryje sie tylko czesc prawdy i to raczej mala: przedwojenna znajomosc i
przyjazn, jesli sie utrzymala (czemu nie?), byla na ogol tylko poczatkiem wielkiej przygody
dziecka. Rodzice widzac, ze dla nich nie ma drogi ratunku, tuz przed "akcja" likwidacyjna
zwracali sie do znajomych, zaprzyjaznionych Polakow z prosba, by ratowali chocby ich dziecko.
A nie raz (nie dwa...) dziecko, ktore zostalo samo, jakims cudem uniknawszy smierci
(wypchniete przez matke z szeregu: "uciekaj!"), udawalo sie (nie tak prosto) pod znany adres,
proszac o dorazna chocby pomoc: "na jedna noc"... Czasem zatrzasnieto im drzwi przed nosem,
czesciej pozwolono wejsc, nawet przespac sie gdzies w komorce, na strychu, w oborze, stodole
i "pomyslimy co z toba zrobic"... Przeciez nikt nie byl przygotowany na te wizyte. Choc byli
i tacy: "Panie M., jesli zajdzie potrzeba, moze Pan na nas liczyc...". Wrecz zachecali do
ucieczki z getta wiedzac, co sie gotuje. Zaglada nie byla tajemnica. Nie raz Polacy widzieli
te sprawy jasniej niz Zydzi, ktorzy chcieli sie ludzic i nie wierzyli hiobowym wiesciom
do ostatniej chwili.
Tulaczka z miasta do miasta, od drzwi do drzwi...
Opowiadania - autentyczne, niewatpliwie - o calych rodzinach lub przygodnych grupach
ukrywajacych sie w wykopanym na podworzu "bunkrze" nie sa charakterystyczne dla zebranych
tu relacji ocalonych dzieci. Nikt dla pojedynczego dziecka nie wykopalby bunkra.
Co najwyzej, chowajacego sie w domu mozna bylo "zamagazynowac" w razie niebezpieczenstwa
w szafie lub pod lozkiem, ale nie moglo to byc rozwiazaniem problemu na dluzsza mete.
Dziewczynka z "dobrym wygladem", blondyneczka z niebieskimi oczyma, mowiaca czysta
polszczyzna miala szanse jako "krewna rodziny" pomieszkac jakis czas przy przybranych
rodzicach. Poki jej nie rozpoznala przygodna praczka, poki sasiedzi nie zaczeli szeptac
albo mowic glosno "skad sie tu ta Zydoweczka wziela?" - i wtedy trzeba bylo szukac
nowego miejsca - u rodziny na wsi, u znajomych, ktorzy mieli swoich znajomych,
a tamci znali biedna wdowe, ktora za niewielka oplata - a czasem w zamian za uslugi
w domu i w polu - gotowa byla wziac dorastajace dziecko pod swoje opiekuncze skrzydla -
nie wiedzac najczesciej, ze bierze zydowskie dziecko. I tak sie te dzieci tulaly przez
cala wojne - z miasta na przedmiescie, a stamtad na wies, i znowu - gdy byla wsypa i
uszly calo - wracaly do pierwszych wybawicieli, a ci znow lamali sobie glowe,
komu mogliby te dziewczynke czy chlopczyka podrzucic. Taka jest historia kazdego
bodaj z maloletnich bohaterow "Ustnej harmonijki". Nikt nie siedzi na miejscu -
wszyscy sa w ruchu. A ile tu kilometrow robionych pieszo przez pola i lasy
(nawet spotkan z wilkami lepszymi od ludzi), ile jazd koleja z mocno bijacym
sercem - a nie raz (nie dwa) w bydlecym wagonie z wyskakiwaniem przez okienko
lub przez wylamana w podlodze wagonu deske - z pedzacego do Belzca pociagu.
Ile dramatycznych rozstan: "i wiecej juz jej nigdy nie zobaczylem".
Maloletnie niebezpieczenstwo i przystanki ocalenia
Nie. Nikt nie czekal z otwartymi ramionami na te zawszone, umorusane dzieci.
Raczej z gleboka troska i mieszanymi uczuciami. Czasem z gleboka chrzescijanska
wiara, czasem z poczuciem ludzkiego obowiazku - ale czesciej ze strachem,
ktory kazal pozbyc sie jak najszybciej intruza narazajacego ich na wielkie
niebezpieczenstwo. Czasem przez zwykle: "nie mozemy cie dluzej trzymac" -
a czesciej chyba, poszukawszy innego miejsca - ale nie zdradzajac brzydkiego
pochodzenia dziecka, wypraszali je z domu. Ale nie zawsze. Czasem zatrzymywali
usilujacego odejsc chlopca czy dziewczynke - "co bedzie z toba, to bedzie z nami",
bo i takze szybko dojrzewajace dziecko swiadome bylo niebezpieczenstwa, na
jakie naraza opiekunow i chcialo im tego zaoszczedzic. Charakterystyczne jest tu
zachowanie sie pewnej strasznej bezdzietnej pary, ktora zjawila sie na apel
zrozpaczonej matki przed akcja w Wieliczce i przejela od nich siedmioletnia
dziewczynke, ale juz po tygodniu przywiezli ja z powrotem do matki, bo nie mogla
sie zaaklimatyzowac. Ale matka blagala: to jest dobre dziecko, wezcie ja jeszcze
na dwa tygodnie, na probe - a corke pouczyla, jak sie ma zachowywac, by nie byc
ciezarem dla nowych, przybranych rodzicow. Niechetnie, ale ja wzieli raz jeszcze
"na probe". A po dwoch tygodniach nie chcieli jej juz oddac i tylko zobowiazali
matke na pismie, ze jesli nie przezyje, dziecko zostanie przez nich zaadoptowane,
zostanie ich corka... Ale matka przezyla w obozach, a corka nie chciala do niej
wrocic... Do psa sie czlowiek przywiazuje, a co dopiero do dziecka... Pies, co
prawda, nie naraza wlasciciela na takie niebezpieczenstwa...
Czasem byli to "starzy znajomi" rodzicow, a czasem przygodnie spotkani chlopcy:
spotkali sie w trakcie szmuglowania zywosci do getta i nawiazala sie przyjazn -
starszy Staszek stal sie baza, do ktorej mlodszy zydowski przyjaciel zawsze
wracal, gdy juz nie mial innego adresu w ucieczce przed losem... Czasem byl
to Polak, czasem Ukrainka (raczej rodzaj zenski), a bywalo, ze i Niemiec -
po prostu ludzie z sercem.
Byc moze, w pierwotnym zalozeniu, ksiazka miala ukazac bohaterstwo Polakow,
ich niezaprzeczalny udzial w ocaleniu Zydow - w bezposredniej relacji uratowanych.
Pokazuje ona jednak przede wszystkim - tak mnie sie wydaje - bohaterstwo
zydowskich matek i dzieci - na dlugiej, pelnej zasadzek i nienawisci drodze.
Na tej drodze trwajacej czasem dwa lata, a czasem piec - polskie domy byly
przystankami, a czasem i stacjami ocalenia. Bez tych punktow zaczepienia,
wytchnienia, otuchy i nadziei droga ocalenia bylaby niemozliwa. Yad Vashem
honoruje medalami i tytulami Sprawiedliwych ludzi, ktorzy nie raz dali nie
wiecej tylko schron na jedna noc dla zydowskiego uciekiniera z getta - bo
mogla to byc noc decydujaca o zyciu i smierci. Nie tylko dla Zyda, ale i dla
Polaka. O tym trzeba pamietac. Ale w tej mozaice opowiadan - tych opowiadan
dzieci, ktore dzis sa starszymi ludzmi - polskie domy nie byly jakos twierdza
ocalenia, bastionem ratunku dla przesladowanych Zydow. Byly schronem, przewaznie
na pewien okres czasu. Bylo w nich wiecej serca niz murow obronnych - a to nie
zawsze wystarczylo, by chronic ich samych - nie tylko uciekinierow - przed zlymi
jezykami, przed szpiegujacymi oczyma sasiadow.
Wzruszajacy dokument
Ksiazka opiera sie na wspomnieniach doroslych, ktorzy w "tamtych czasach" byli
dziecmi - ci, ktorzy ich ratowali sa dzis bardzo starymi, schorowanymi ludzmi -
ale wiekszoscia spoczywaja snem wiecznym na cmentarzu i nie moga opowiedziec,
jak i co oni widzieli i czuli. Sila rzeczy ramy tych 19. wywiadow sa ograniczone
do pewnej formy ratowania dzieci zydowskich, ich zywotnosci, pomyslowosci,
naiwnosci i dzielnosci - nie wnikaja glebiej w technike "aryjskich papierow"
i przechowywania doroslych, ani w zycie w bunkrach, gdzie zyly nie raz cale rodziny.
Jednak opowiadania tych "dzieci" otwieraja szersze pole widzenia niz tylko
ich osobiste przygody, jest to wiec bolesna panorama martyrologii zydowskiej w
czasach pogardy. Bardzo ludzki dokument dajacy wiele do myslenia, wzruszajacy
nie raz do lez.
Nie sposob poswiecic w krotkim omowieniu miejsca poszczegolnym opowiesciom,
krotszym i dluzszym. Zainteresowanych czytelnikow porusza wiecej te, ktore
przywolaja ich wlasne wspomnienia. Ja znam osobiscie niektorych bohaterow
ksiazki mieszkajacych w Izraelu - swiat jest maly. Jednych poznalem tu,
inni mineli sie ze mna na skrzyzowaniu drog wojennej historii. Ksiazka
uzupelnia mi ich dzieje i widze znow oczyma pamieci tego uroczego chlopaczka,
Olka Allerhanda, sasiada z Czyzyn, ale dopiero teraz przezywam jego tragedie
w pociagu pedzacym do Belzca, gdy kochajaca matka wypycha go do skoku z bydlecego
wagonu - moze sie uratuje; zostawili przeciez u ludzi w Mogile dwie siostrzyczki,
dwunastoletnie blizniaczki - potrzebny im jest tez starszy brat! A potem historia
tych dziewczynek z Krakowa do Stanislawowa - tam i z powrotem... Mialy "dobry
wyglad", ale... nosily majtki. Fakt ten w oczach kobiet w Monasterzyskach dowodzil
niezbicie, ze sa Zydowkami. "Tylko Zydowki, ktore tu mieszkaly przed wojna nosily
majtki - orzekly Polki" - i tlumacz sie, ze w takich miastach jak Krakow jest to ogolnie
przyjete... Dziesiatki takich szczegolow. Droga Allerhandow usiana byla wielu
"przystankami" Polakow, ktorzy ratowali te trojke na przemian jak mogli - i Olek
wystaral sie oczywiscie dla Kwiatkow, Kowalczykow i pani Przebindowskiej o medal
i dyplom Sprawiedliwych wsrod Narodow Swiata. I z rodzinami tych i innych utrzymuje
on - i siostry - serdeczny kontakt. A ja daje moj medal Olkowi...
A kto nie zna Soszany Raczynskiej z Wilna, ktora przyjechala ze swoim Stefanem?
Ratowal ja i kochal - ale to nie starczylo, by ja ocalic: mimo ze chowala sie niejako
na prowincji, na wsi wsrod przyjaznych ludzi, z trudem wyszla calo z tej proby.
A pozniej, gdy przyszli Sowieci - to ona musiala cala swa milosc i przemyslnosc
zamienic na energie, ktora cudem ocalila Stefana przed wysylka na Sybir... Co za
swiat! Jak zyc i sterowac w morzu nienawisci i nonsensu!
Proste slowa, prostych ludzi - ogrom tragedii, bolesna lektura "bez komentarzy i
publicystyki". Bolesna - ale jednak optymistyczna.
Natan Gross
Barbara Sulek-Kowalska:
Stefan mnie uratowal
Szoszana Raczynska jest jedna z najwazniejszych postaci "polskiej Jerozolimy",
czyli srodowiska tych izraelskich Zydow, dla ktorych Polska jest czyms wiecej niz
tylko krajem urodzenia. Szoszana Raczynska, choc jest juz starsza pania, wciaz jest
najwspanialszym ambasadorem polskiej literatury w Izraelu, autorka wielu przekladow
poezji, niestrudzona oredowniczka zblizenia. To ona, jako pierwsza na swiecie,
zglosila Sprawiedliwych wsrod Narodow Swiata do Pokojowej Nagrody Nobla. Sama
uratowana na Wilenszczyznie przez rodzine Raczynskich, w ktorej poznala meza
Stefana, nie ustawala przez lata w staraniach o uhonorowanie dziela Sprawiedliwych
przez panstwo Izrael, opowiadala o tym w izraelskiej telewizji i w instytucie Yad
Vashem. Dzisiaj jest jedna z bohaterek zbioru reportazy Ustna harmonijka, w ktorym
kilkanascie osob, mezczyzn i kobiet, Zydow z Izraela, opowiada o swoich tragicznych
losach skazanych na Zaglade. Wszyscy zostali uratowani przez Polakow i o tym
mowia. Dziecko, bo bohaterowie tych reportazy najczesciej byli wtedy dziecmi,
skazane na pewna smierc tylko za to, ze bylo zydowskim dzieckiem, nie byloby w
stanie przetrwac bez pomocy. Dlatego jest to opowiesc o wspolnym losie - ratowanych
i ich wybawcow, ktorzy razem ze swoimi podopiecznymi narazeni byli na niepewnosc,
na donos, na zaszczucie, na strach, wreszcie na smierc.
Autorka tomu Ustna harmonijka jest Elzbieta Isakiewicz, redaktorka Gazety
Polskiej. W jej ksiazce spotkala sie grupa naprawde niezwyklych ludzi, bowiem
bohaterowie wielu reportazy nie tylko w wiekszosci zglosili swoich polskich
"ratownikow" do medalu Sprawiedliwy wsrod Narodow Swiata, ale takze angazuja sie
dzis w prace na rzecz zblizenia miedzy Polakami z Zydami. Szlomo Wolkowicz, z
okolic Tarnopola, zajmuje sie wymiana mlodziezy, chodzi do szkol i mowi tam o
Polsce, pokazujac ja nie tylko jako miejsce zydowskich cmentarzy. Podobnie Dawid
Efrati, uratowany przez Stanislawa Galasa z "bazaru Rozyckiego" i jego rodzine,
zaangazowany jest w spotkania z Polakami. - Ze Staskiem - mowi - zyjemy jak
bracia. Z kolei Janina Ekier, krakowianka, corka "zydowskiej mamy i polskiej mamy"
wojenna przyjazn z siostrami felicjankami "przelala" teraz na siostry franciszkanki z
Lasek. Troszczy sie o zdrowie siostry Klary Jaroszynskiej, ktorej rodzice uratowali
kilkanascioro zydowskich dzieci, i - jak do babci - przywiozla do niej do Lasek swoje
corki i wnuki.
Wlasnie dlatego bohaterowie reportazy Elzbiety Isakiewicz sa niezwyklymi
ludzmi, ze jako nieliczni angazuja sie dzis w dzielo odklamywania wielu
krzywdzacych dla obu stron mitow i polprawd. To, ze powstaly one w okresie
zerwania przez moskiewska polityke stosunkow miedzy Polska a Izraelem, wylania sie
dyskretnie z opowiesci o powojennych losach bohaterow.
Po reportazach Cezarego Gawrysia Sciezki ocalenia, ukazujacych dzieci
uratowane przez Siostry Sluzebniczki Najswietszej Maryi Panny, po tomie Czterdziesci
twardych Barbary Stanislawczyk, opowiadajacym o losach Polakow ratujacych Zydow,
mamy kolejne swiadectwa. Im wiecej takich ksiazek, tym lepiej, poniewaz bohaterowie
tamtych czasow odchodza. A swiadectwo ich zycia jest nam coraz bardziej potrzebne.
Barbara Sulek-Kowalska
Andrzej Grajewski:
Relacje ocalonych
W czasie, gdy w mediach znow mozna przeczytac wiele tekstow, obwiniajacych
Polakow o antysemityzm, i szykuje sie ogromna promocja amerykanskiego wydania
ksiazki prof. Jana T. Grossa "Sasiedzi", ktora ma sie ukazac w USA pod znamiennym
tytulem "Holocaust - brakujace ogniwo", wskazujac na Polakow jako sprawcow
potwornej zbrodni na Zydach w Jedwabnem w 1941 r., warto pochylic sie nad ksiazka
Elzbiety Isakiewicz, dziennikarki "Gazety Polskiej", pt."Ustna harmonijka. Relacje
Zydow, ktorych uratowali od Zaglady Polacy".
Ksiazka powstala przypadkowo. Autorka towarzyszyla premierowi Buzkowi w
grudniu 1999 r. w jego podrozy do Izraela. W jednym z kibucow, gdzie mialo miejsce
spotkanie premiera z lokalna spolecznoscia Zydow, okazalo sie, ze pewna ich czesc ma
polskie korzenie i przezyla tragedie Holocaustu wylacznie dzieki pomocy Polakow.
Deklarowali gotowosc przedstawienia prawdy o swym ocaleniu calemu swiatu.
Isakiewicz postanowila powrocic do Izraela i zebrac te relacje. Dzieki temu powstala
ksiazka wstrzasajaca, nie ukrywajaca trudnych momentow w relacjach polsko-
zydowskich w latach okupacji, a jednoczesnie niosaca w sobie ogromny kapital
prawdy o zapomnianych, rowniez przez nas, bohaterach ostatniej wojny. Ludziach,
ktorzy bez zadnych wezwan, apeli, odwolujac sie tylko do swego czlowieczenstwa,
ryzykujac nieraz zycie chronili Zydow. Ten dokumentalny reportaz z przeszlosci,
ascetyczny w formie, praktycznie bez komentarza autorskiego, opisuje 19 historii
czasami tak niezwyklych, ze gdyby na ich podstawie powstal scenariusz filmu, mozna
by sadzic, ze jego tworce poniosla fantazja. Godnych uwagi momentow w pracy
Isakiewicz jest wiele, moze jednak szczegolnym jej walorem jest podkreslenie faktu,
ze pomoc Zydom niosly nie tylko instytucje - znana jest ogromna rola "Zegoty" czy
grupy polskiej inteligencji, lecz czesto tzw. zwykli, prosci ludzie, robotnicy, chlopi,
ludzie biedni i narazeni na okrutne represje okupanta. A to wlasnie polskiemu chlopu
jakze czesto byl pozniej przypisywany bezmyslny i okrutny antysemityzm.
Szczegolnie dramatyczne sa opisy losow Zydow zamieszkujacych na
Wschodzie, gdzie przyszlo im sie zetknac nie tylko z groza okupacji hitlerowskiej, lecz
takze z wladza sowiecka, czy ukrainskim nacjonalizmem. To, ze przezyli, czasami
graniczylo z cudem. Faktycznie decydowala pomoc ze strony sasiadow, a czasem
przypadkowo spotkanych ludzi. Dlatego Isakiewicz slusznie w epilogu stwierdza, ze
napisala ksiazke optymistyczna, gdyz "w kazdej z tych relacji walke ze zlem o ludzkie
zycie wygralo dobro". Zwraca takze uwage, ze ocaleni Zydzi poczuwali sie do dlugu
wdziecznosci wobec swych obroncow i opisuje zabiegi, jakie czynili, aby pomoc swym
wybawcom, ktorzy po 1945 r. sami znalezli sie w trudnej sytuacji.
Isakiewicz nie odkrywa zadnych nieznanych regionow. Wsrod odznaczonych
medalem "Sprawiedliwy wsrod narodow swiata", nadawanym przez Instytut Pamieci
Narodowej "Yad Vashem" za ratowanie Zydow, Polakow jest najwiecej. Kto o tym
jednak w swiecie pamieta? Byloby rzecza ogromnie wazna, aby ksiazka trafila do
mlodziezy. Mam nadzieje, ze powstanie rowniez jej angielskie wydanie oraz znajda sie
srodki na jego promocje w prestizowych amerykanskich mediach. Moglaby z "Ustnej
harmonijki" powstac polska wersja "Listy Schindlera", czy znajdzie sie jednak artysta,
ktory chcialby zrobic film o Polakach ratujacych Zydow? Isakiewicz swa ksiazka
udowodnila, ze dysponujac szczuplymi srodkami, dzieki ludziom dobrej woli w Polsce
i Izraelu mozna wystapic przeciwko fali negatywnych stereotypow, uproszczen, czy
niewiedzy, a historia moze byc naszym sprzymierzencem w dziele pojednania z
Zydami.
Andrzej Grajewski
Agata Klopotowska:
Ocaleli, prowadzeni na rzez
Pewna Zydowka z trojka dzieci i matka, przesiedlona w 1942 r. spod Krakowa do
Wieliczki, na wiesc o planowanych wywozkach do Belzca, gdzie czekala niechybna
smierc, prosi znajomego lekarza, by przyjal matke do szpitala, "bo podobno
starszych ludzi nie beda zabierali". Potem przekupuje Niemcow slubna obraczka i
jedzie z dziecmi do Krakowa. Nastepnego dnia dowiaduje sie, ze oddzialy SS
wkroczyly do Wieliczki i gdy zaczela sie akcja, wszystkich w szpitalu na lozkach
zastrzelono. Coreczki blizniaczki umieszcza tymczasowo na wsi u Polakow, ale
sama z synem Aleksandrem nie zdaza juz uciec z krakowskiego getta przed kolejna
akcja. Na stacji Krakow-Plaszow w straszliwym scisku, popychani i bici,
przerazeni ludzie zapelniaja bydlece wagony. W koncu pociag rusza, "bez wody,
bez toalet, bez jedzenia". Na trasie jakas kobieta w osmym miesiacu ciazy
zaczyna rodzic, slychac jeki i placz. Dwaj bracia wyskakuja w biegu, wydostaja
sie przez male okienko. Matka Aleksandra chce, by syn zrobil to samo. Chlopak
sie sprzeciwia. "I pierwszy raz w zyciu ja sie z matka klocilem" - wspomina po
ponad pol wieku. W koncu daje sie przekonac. Trzeba przeciez ratowac mlodsze
siostry. Matka obiecuje, ze wyskoczy pozniej. "To byla taka jasna noc.
Widzialem, jak pociag znika za zakretem i pomyslalem: 'Ja juz matki wiecej nie
zobacze'. Mialem wtedy czternascie lat, a siostry po dwanascie". Po wojnie
dowiedzial sie, ze "podobno jakas kobieta wyskoczyla w okolicy Rzeszowa i zabila
sie, ale kto wie, czy to byla nasza matka. Oby byla...".
To tylko fragment wspomnienia, poczatek dramatycznej historii... Prowadzony na
rzez, Aleksander Allerhand ocalal. Obie siostry tez przezyly. Cudem. Bylo to
mozliwe tylko dzieki kilku Sprawiedliwym, ktorzy w imie ludzkiej solidarnosci,
chrzescijanskiej milosci blizniego nie odmowili pomocy, choc ciezar ponoszonego
ryzyka byl trudny do udzwigniecia, i choc bali sie - jak kazdy - w obliczu
grozacej im za okazane czlowieczenstwo smierci.
Historia opowiedziana przez Aleksandra jest jedna z dziewietnastu relacji Zydow,
ktorych uratowali od zaglady Polacy. Ich wspomnien wysluchala w Izraelu w
ubieglym roku Elzbieta Isakiewicz. Po powrocie do kraju spisala je z tasmy
magnetofonowej. "Nie przemknelo mi nawet przez glowe - pisze we wstepie - by w
tych historiach, momentami drastycznych, dokonywac jakichkolwiek retuszy, a tym
bardziej, by przeprowadzac selekcje tych relacji. Nawet jesli swiadectwo bylo
krotkie czy mniej barwne, wlaczalam je do ksiazki". Zabraklo wsrod nich tylko
jednego, ktore ku przerazeniu dziennikarki nie nagralo sie. ("Do dzis nie
rozumiem, jak to sie stalo" - wyznaje.)
I tak powstala ksiazka oszczedna, bowiem Isakiewicz ograniczyla swoj komentarz
do kilku krotkich przypisow. Powsciagliwosc autorki Andrzej Kaczynski z
Rzeczpospolitej okreslil jako "chwalebna", a minister Kazimierz Ujazdowski w
uzasadnieniu decyzji o przyznaniu jej Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i
Dziedzictwa Narodowego za rok 2000, uznal za glowna zalete ksiazki, ktora - jego
zdaniem - powinna znalezc sie na liscie lektur szkolnych.
Losy ludzkie zamieniane w uogolniajace opisy, statystyki i zestawienia
niejednokrotnie traca na sile wyrazu, bywa, ze przyjmowane sa z pewna doza
obojetnosci. Zas jednostkowe historie przejmuja zawsze najbardziej, bo
odslaniaja konkret: konkretnego czlowieka, konkretna twarz, sytuacje, konkretny
bol, lek, krzyk. Zawarte w Ustnej harmonijce relacje to opowiesci o straszliwej
niewiadomej, blednych ucieczkach, czesto na oslep, prosto w rece wroga. O grozie
zblizajacej sie smierci, o okrucienstwie oprawcow. O potwornym upokorzeniu,
nedzy, glodzie, wyczerpaniu, zwierzecym strachu. O tlacej sie jeszcze nadziei,
ktora pozwalala nie poddawac sie. To opowiesci o chwilach czarnej rozpaczy,
zwatpienia i samotnosci, ktora odbierala resztki sil. O rozstaniach, zwykle
ostatecznych i jakze bolesnie pospiesznych, raptownych, spadajacych znienacka,
bez chocby uscisku dloni, przelotnego pocalunku, slowa pozegnania czy
blogoslawienstwa.
"Pewnego dnia, juz po wielu akcjach, gdy wrocilismy z pracy do getta, wielu z
nas nie znalazlo swoich rodzicow. Ja - mamy". Ojciec "jeszcze przed powstaniem
getta" padl ofiara lapanki ulicznej, "zadnych krewnych nie mialam, wiec zostalam
zupelnie sama" - wspomina Soszana Raczynska. "Do dzis nie wiem, co sie z moja
mama i rodzenstwem stalo" - wyznaje inna rozmowczyni. A David Efrati opowiada,
ze kiedy Niemcy wygarniali ludzi z domow w warszawskim getcie, w ostatniej
chwili matka wepchnela go i jego mlodsza siostre do pustego kredensu, zamknela
drzwiczki na klucz, a sama wyszla. "Nigdy juz jej nie zobaczylem"... Takich
scen, takich obrazkow na kartach ksiazki mozna znalezc bardzo wiele.
Relacje ocalonych to takze dramatyczne historie powitan, czasami bardzo
trudnych. Janina Ekier zostala oddana pod opieke pewnego bezdzietnego malzenstwa
Polakow, panstwa Latawcow, ktorzy po pewnym czasie poczatkowej oschlosci i
chlodu wobec dziewczynki pokochali ja jak wlasne dziecko. Zreszta z
wzajemnoscia. Ze wzgledu na plotki w kamienicy i naciski ze strony sasiadow, aby
zydowskie dziecko sie wyprowadzilo, przybrani rodzice ukryli dziewczynke u
siostr zakonnych. Gdy wojna sie skonczyla, Janina byla rozdarta pomiedzy
polskimi a szczesliwie ocalalymi zydowskimi rodzicami. "Tak to sie ciagnelo
ladnych pare lat. Myslalam, ze zwariuje, ze oszaleje. Kochalam bardzo i jednych,
i drugich, i nie moglam dac sobie z tym rady".
Ten niezrozumialy w normalnych warunkach fenomen z duzym wyczuciem i
wrazliwoscia tlumaczy Ewa Kurek, historyk Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
zajmujaca sie od lat dziejami II wojny swiatowej, a w szczegolnosci malo znanemu
rozdzialowi ratowania zydowskich dzieci przez polskie zakonnice. Bardzo ciekawa
analize psychologicznych procesow zachodzacych w duszach zgnebionych malych
istot w czasach zaglady przedstawila w ksiazce Gdy klasztor znaczyl zycie (Znak,
1992, Praca ta ukazala sie takze w przekladzie na jezyk angielski - Your Life Is
Worth Mine, Hippocrene Books, New York, 1997).
Po pierwsze, zydowskie dzieci odczuwaly podczas wojny kompleks zydostwa, bowiem
wszystkie dotykajace je wowczas nieszczescia i przesladowania wiazaly sie z ich
pochodzeniem. Negatywnie odczuwane zydowskie pietno przewija sie niejednokrotnie
w zarejestrowanych przez Elzbiete Isakiewicz wyznaniach. "Potem wyszlo
rozporzadzenie, ze Zydzi od pewnego wieku maja nosic biala opaske na prawym
ramieniu. Mnie to jeszcze nie dotyczylo, bo bylam mala. Moi rodzice mieli
opaski, a ja krepowalam sie z nimi chodzic po ulicy, dlatego, ze oni byli
naznaczeni. Bawilam sie tez tylko z kolezankami Polkami. (...) Na drzwiach
mieszkan w kamienicy widnialy karteczki informujace, ze mieszkanie jest
aryjskie. Ja tez chcialam byc za takimi drzwiami, a nie za naszymi" - opowiada
Maria Perlberger-Szmuel. A pozniej, juz pod opieka wspanialej pani Chmurowej,
kiedy patrzyla na getto z zewnatrz, myslala o ludziach uwiezionych po drugiej
stronie muru jak o obcych. "Ja tak odpychalam zydostwo. Bo zydostwo wiazalo sie
z zagrozeniem". Z kolei silni, butni i dobrze odzywieni Niemcy wzbudzali nieraz
zazdrosc i podziw. Dawid Efrati przyznaje: "Niemcy wywarli na mnie ogromne,
wspaniale wrazenie. Jakie oni mieli samochody, jakie motocykle! Jak ladnie byli
ubrani! Nie to co ja, dzieciak nic niewart, Zydek".
Po drugie, wojna w sposob gwaltowny i okrutny uswiadomila dzieciom, ze ich
rodzice nie sa "wszechmocni". Wrecz przeciwnie, sa bezbronni, bezsilni i
zastraszeni tak samo jak one. Dzieci czuly sie oszukane i ten gleboki zawod
rodzil w ich skolatanych sercach zal. Koniecznosc rozstania z rodzicami w celu
ratowania sie pozostawiala w mniejszych dzieciach gorzkie poczucie porzucenia.
"Nie rozumialam, dlaczego mama mnie nie chce" - mowi cytowana wczesniej Maria
Perlberger-Szmuel.
Ewa Kurek tlumaczy tez mechanizmy dobrowolnego i spontanicznego przyjmowania
wiary chrzescijanskiej, szczegolnie wsrod dzieci, ktore znalazly schronienie w
zakonach. Wiekszosc tych dzieci pochodzila z inteligencji zydowskiej, a wiec z
reguly ze srodowisk indyferentnych religijnie, tym latwiejsze bylo przejscie na
katolicyzm. Poza tym identyfikacja z ukrzyzowanym Chrystusem-Zydem, Bogiem
chrzescijan, miala dla przesladowanych dzieci zydowskich szczegolne znaczenie. I
wreszcie, po przezytej gehennie, z bagazem niewyobrazalnych cierpien i
traumatycznych doswiadczen, otepiale, wystraszone, znekane istoty znajdowaly w
klasztorach ukojenie. Maria Klain (do ktorej przed laty dotarla takze Ewa
Kurek) w Ustnej harmonijce opowiada o klasztorze siostr sercanek w najczulszych
slowach: "To byl plaster na moja dusze. Kompres lagodzacy. Cos cudownego".
Siostry "byly cierpliwe. Byly dobre. Jak mialy jakas okruszke jedzenia wiecej
(...) oddawaly ja nam. (...) I tak nie wiedziec, kiedy, zaczal sie proces mojego
nawracania pod wplywem ich osobistego przykladu. Ich milosci". Ale kiedy po
pewnym czasie dziewczynka poprosila o chrzest, siostry przekonywaly: "Nie, ty
masz rodzicow i wrocisz do nich, a wiara to nie jest jakies wahadlo". Po
wyzwoleniu niechetnie wrocila do rodzicow. Gdy wybierala sie na nabozenstwa do
kosciola, ojciec ja bil.
Wewnetrzne dramaty zydowskich dzieci spowodowane zawaleniem sie ich
wczesniejszego swiata, rozterki zwiazane z poszukiwaniem wlasnej tozsamosci
trwaly i bolaly rowniez po wojnie. Byly to tez niejednokrotnie tragedie dla ich
rodzicow.
Uratowani, do ktorych trafila Elzbieta Isakiewicz, z reguly pochodzili z rodzin
zydowskich w jakims stopniu zasymilowanych w przedwojennej Polsce. Czesto w
domach mowilo sie po polsku, rodzice mieli wsrod Polakow przyjaciol. Niektorzy
ojcowie byli polskimi patriotami i jako zolnierze rezerwy przylaczyli sie we
wrzesniu 1939 r. do Armii Polskiej. Dobre kontakty z Polakami okazaly sie w
czasach zaglady bezcenne. "Kazdy staral sie znalezc schronienie u znajomych
Polakow". Nierzadko ocaleni mieli tzw. dobry wyglad, dzieki czemu mogli na
falszywych aryjskich papierach w miare normalnie zyc poza murami getta. Ale byli
tez tacy, ktorzy musieli ukrywac sie w strasznych warunkach, w piwnicach,
dolach, komorkach, na strychach, w lasach, w ciemnosci, ciasnocie, brudzie,
cierpiac glod i poniewierke.
O swoich dobroczyncach Zydzi w Ustnej harmonijce mowia zwykle jako o ludziach
niezwyklych, szlachetnych, uczciwych. Dowiadujemy sie takze, ze ratujacy byli
czesto powiazani z Armia Krajowa lub innymi organizacjami podziemnymi. Jedna z
ocalonych dopiero po wojnie dowiedziala sie, ze ratunek zawdziecza Zegocie.
Czasami z relacji wyziera pewien zal za zlosliwosci, chlod serca. "Gospodyni
wiedziala, ze jestem Zydowka i dokuczala mi. Z jednej strony ratowala mi zycie,
a z drugiej tak dokuczala". Oczywiscie skazani przez Hitlera na smierc Zydzi
spotykali takze na swojej drodze podlych Polakow: denuncjatorow, zdrajcow, ludzi
bezwzglednych i nieczulych. Zdarzalo sie takze, ze Zyd wydawal Zyda. Robil to ze
strachu albo ze zwyklej nikczemnosci. Szalejacy terror, bezprawie i nienawisc
sprawialy, ze nieraz zwyciezal zwierzecy instynkt przetrwania. Pewien ukrywajacy
sie Zyd udusil wlasne dziecko, by placzem nie sciagnelo nadchodzacych Niemcow.
"Przezyl, a potem zwariowal" - opowiada Abram Gilboa. Obok niemieckich oprawcow,
czesto w relacjach wymieniani sa Ukraincy jako aktywni mordercy i tropiciele
Zydow.
Nie sposob strescic ogromu nieszczesc i zla, ktore przyniosla wojenna "godzina
ciemnosci". I nie sposob zrozumiec.
Zydzi najpierw nie wierzyli w to, co stac sie mialo. "Niemcy to przeciez taki
kulturalny narod" - mawiali niektorzy. Potem coraz bardziej oniemiali, w
zdumieniu i przerazeniu widzieli, ze fala masowych mordow nie ustaje, lecz
przybierala na sile. Konspiratorzy zydowscy, przewaznie ludzie bardzo mlodzi,
postanowili stawic oprawcom opor. Na ulicach warszawskiego getta do pierwszych
zbrojnych starc z SS doszlo w styczniu 1943 r. "Na wiosne czterdziestego
trzeciego - wspomina jedna rozmowczyni - wybuchlo powstanie w getcie. Czarny dym
pokryl cala Warszawe. Wieczorem bylo widac lune, slyszalo sie odglosy walki:
strzaly i wybuchy. Potem przyjechaly czolgi. Oni toczyli tam walke nierowna, ale
walczyli. W gazetkach podziemnych zamieszczano sprawozdania z bitew toczacych
sie w miescie. O Zydach, ktorzy porwali za bron, pisano ze czcia. Tak wtedy sie
ucieszylam, ze juz nie smieja sie z Zydow, bo bylam przyzwyczajona, ze zawsze
sie smiali". Powstancy bronili sie bohatersko przez kilka tygodni (19 IV-15 V).
Armia Krajowa wspierala bojownikow zydowskich dostarczajac bron, a takze
przeprowadzajac kilka akcji zbrojnych. Dzialania te szczegolowo opisal jeden z
przywodcow Polski Podziemnej Stefan Korbonski w niewielkiej monografii The Jews
and the Poles in World War II (Hippocrene Books, New York, 1989). Wedlug jego
relacji pierwszego dnia powstania nad placem Muranowskim, ktory mial sie
niebawem stac miejscem najbardziej krwawych walk, powialy dwie flagi: polska i
zydowska. Bylo je dobrze widac od aryjskiej strony. Widok ten gleboko poruszyl
mieszkancow Warszawy.
"O samotnosci ginacych" pisal w slynnym wierszu Campo di Fiori Czeslaw Milosz.
Herbert powtorzyl te gorzka prawde wiele lat pozniej w Raporcie z oblezonego
Miasta: ci ktorych dotknelo nieszczescie sa zawsze samotni. A jednak relacje
swiadkow historii, m.in. te zebrane przez Elzbiete Isakiewicz w Ustnej
harmonijce, przynosza pewna pocieche. Bowiem, mimo triumfujacego wokol
barbarzynstwa i absurdalnego bestialstwa, znalezli sie sprawiedliwi, ktorym
udalo sie zachowac czlowieczenstwo, ktorzy pospieszyli na ratunek cierpiacym na
samym dnie ziemskiego piekla.
Troche bezradnie, przytloczona niepomiernie ciezarem prawdy o wojennych losach,
ktore staly sie udzialem pokolenia moich dziadkow, wczytuje sie w nieco chlodno
brzmiace, ale jednoczesnie jakos krzepiace slowa Milosza z wiersza Podroz,
napisanego w 1942 r.:
(...) Ze burza, choc
zabija jednych, innych uczy,
Jak szukac miar wlasciwych
i wlasciwych kluczy,
Jak zycie ludzkie
myslami otwierac
I co zyc znaczy,
co znaczy umierac.(...)
------------------------------------------
Agata Klopotowska
Elzbieta Isakiewicz, Ustna harmonijka. Relacje Zydow ktorych uratowali od
Zaglady Polacy. Niezalezne Wydawnictwo Polskie, Warszawa 2000, s. 262, cena 18
dol. plus NY tax i 5.50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia
w Ksiegarni Nowego Dziennika).