Slowo wstepne
Spis relacji + fragmenty
Kto to byl, gdzie to bylo
O Autorce
Glosy Czytelnikow
Opis biblioteczny
Prezentacje
Promocja i sprzedaz
Okladka ksiazki

Elzbieta Isakiewicz
Relacje Zydow, ktorych uratowali od Zaglady Polacy

 Slowo wstepne

   W grudniu 1999 roku znalazlam sie w grupie dziennikarzy towarzyszacych polskiemu premierowi Jerzemu Buzkowi w jego trzydniowej podrozy do Izraela.
   W kibucu Lohamei Haghetaot w zachodniej Galilei spotkalismy sie z polskimi Zydami, ktorzy unikneli Zaglady dzieki pomocy Polakow. Ktos zapytal wowczas premiera, co jego zdaniem mozna uczynic, by upowszechnic prawde o zyciu w Polsce pod butem Hitlera i o owczesnych relacjach miedzy Polakami a Zydami. - To wlasnie wy jestescie naszym swiadectwem - odparl, zwracajac sie do Ocalonych, polski premier.
   Wtedy wpadlam na pomysl, zeby wrocic do Izraela, odszukac uczestnikow tego spotkania i spisac ich wojenne dzieje.
   Okazalo sie jednak, ze to nie takie proste, ze polscy Zydzi obecni wtedy w kibucu zjechali tam z calego Izraela i ze w dodatku odtworzenie listy ich nazwisk jest wlasciwie niemozliwe.
   Tak wiec, kiedy w maju 2000 roku wyladowalam ponownie na lotnisku w Tel Awiwie, mialam w notesie tylko kilka numerow telefonow. Dzwonilam, przedstawialam sie, wyjasnialam cel swej podrozy - i choc ludzie po drugiej stronie nie znali mnie, chetnie godzili sie na spotkanie, pozniej zas przekazywali mi numery telefonow swoich znajomych i przyjaciol, ktorzy mogli sie stac nastepnymi bohaterami mojej ksiazki.
   I tak od przypadku do przypadku, od telefonu do telefonu, od spotkania do spotkania rodzila sie w czasie mego miesiecznego pobytu w Izraelu ta ksiazka scisle dokumentalna, zawierajaca dziewietnascie spisanych z tasmy magnetofonowej relacji polskich Zydow, ktorzy cudem ocaleni unikneli Zaglady i ktorych powojenne koleje losu sprowadzily do Izraela.
   Nie przemknelo mi nawet przez glowe, by w tych historiach, momentami drastycznych, dokonywac jakichkolwiek retuszy, a tym bardziej, by przeprowadzac selekcje tych relacji. Nawet jesli swiadectwo bylo krotkie czy mniej barwne, wlaczalam je do ksiazki. Wszyscy moi rozmowcy (oprocz jednej pani z kibucu Lohamei Haghetaot, ktora prosze o wybaczenie, bo dopiero po powrocie do Polski z przerazeniem stwierdzilam, ze jej relacja nie nagrala mi sie - do dzis nie rozumiem, jak to sie stalo) znalezli sie w tej ksiazce.
   Gdy konczyl sie moj pobyt w Izraelu, mialam juz pewnosc, ze wojennymi opowiesciami ludzi uratowanych z Holocaustu mozna by wypelnic wiele tomow i ze dopoki zyja bohaterowie tamtych wydarzen, trzeba ich sluchac i zapisywac to, co zapamietali. Moze wiec jeszcze wroce do Izraela. Na razie oddaje Czytelnikom do rak "Ustna harmonijke".

Elzbieta Isakiewicz


Strona wejsciowa ksiazki